Masowe stwierdzanie nieważności umów kredytów powiązanych z kursem franka szwajcarskiego skłoniło banki do zmiany strategii. Zamiast prowadzić tysiące przegrywanych procesów i zawiązywać kolejne rezerwy na ryzyko prawne, instytucje finansowe coraz częściej proponują klientom polubowne zakończenie sporu. Dla kredytobiorcy zmęczonego wieloletnią niepewnością taka oferta bywa kusząca, bo obiecuje szybki koniec relacji z bankiem bez angażowania się w długi proces.
Warto jednak pamiętać, że ugoda to umowa, którą bank przygotowuje przede wszystkim w trosce o własny interes. To nie znaczy, że każda ugoda jest pułapką ani że proces jest zawsze lepszy — o tym, że bywa odwrotnie, piszemy niżej. Znaczy to tyle, że w treści proponowanych dokumentów kryją się postanowienia, których realne znaczenie dla przeciętnego konsumenta jest trudne do odczytania, a które potrafią istotnie zmniejszyć korzyść z całej operacji. Poniżej omawiamy najważniejsze z nich.
Jak bank przelicza zadłużenie — i z czym naprawdę warto je porównać
Sercem każdej propozycji ugody jest mechanizm przeliczenia dotychczasowego zadłużenia z waluty obcej na złote. Najczęściej proponowany model bazuje na koncepcji Przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego: kredyt traktuje się tak, jakby od początku był udzielony w złotych i oprocentowany według stawki powiązanej ze wskaźnikiem referencyjnym dla PLN. Konsultanci banku prezentują wówczas symulacje, z których wynika, że saldo spada — co ma wywołać efekt ulgi.
Kluczowe pytanie brzmi: do czego bank porównuje to nowe saldo? Najczęściej zestawia je z utrzymaniem dotychczasowej umowy frankowej — a to porównanie jest mylące, bo niemal nikt świadomy swoich praw nie wybiera dalszego trwania w wadliwej umowie. Właściwym punktem odniesienia jest sytuacja po prawomocnym stwierdzeniu nieważności umowy przez sąd.
W razie nieważności umowy od początku zastosowanie znajduje teoria dwóch kondykcji: każda ze stron ma własne, samodzielne roszczenie o zwrot tego, co świadczyła. W praktyce kredytobiorca zwraca bankowi równowartość wypłaconego kapitału (kwotę nominalnie otrzymaną przy uruchomieniu kredytu), a bank zwraca kredytobiorcy wszystkie pobrane raty kapitałowo-odsetkowe, prowizje i składki. Co istotne — i o czym banki w rozmowach nie wspominają — zgodnie z wyrokiem TSUE z 15 czerwca 2023 r. (C-520/21) oraz uchwałą Sądu Najwyższego z 25 kwietnia 2024 r. (III CZP 25/22) bankowi nie przysługuje wynagrodzenie za korzystanie z kapitału ani sądowa waloryzacja kapitału. Bank odzyskuje wyłącznie nominalny kapitał, bez dodatkowego oprocentowania.
Kiedy zestawimy propozycję ugody z tym scenariuszem, w wielu przypadkach okazuje się, że ugoda jest mniej korzystna finansowo — czasem o kilkadziesiąt, a nawet kilkaset tysięcy złotych. „Czasem”, a nie „zawsze”, ma tu znaczenie: o wyjątkach piszemy w ostatniej części.
Zrzeczenie się roszczeń — najbardziej ostateczne postanowienie
Z perspektywy prawa cywilnego podpisanie ugody jest decyzją trudną do cofnięcia. Zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego o ugodzie (art. 917–918 k.c.) jej celem jest uchylenie niepewności co do roszczeń z danego stosunku prawnego. Dlatego w niemal każdym dokumencie bankowym znajduje się oświadczenie kredytobiorcy o zrzeczeniu się wszelkich obecnych i przyszłych roszczeń związanych z pierwotną umową.
Złożenie podpisu pod takim oświadczeniem zamyka — co do zasady — drogę do dochodzenia tych roszczeń w sądzie, niezależnie od tego, jak korzystnie ukształtuje się przyszłe orzecznictwo TSUE czy Sądu Najwyższego. Bank uzyskuje w ten sposób pewność prawną i eliminuje ryzyko zwrotu nadpłaconych kwot.
Czy taką ugodę można później podważyć? To trudne, ale nie niemożliwe. Ugodę można atakować, powołując się na wadę oświadczenia woli — błąd (art. 84 k.c. w zw. z art. 918 k.c.), podstęp (art. 86 k.c.) czy wyzysk (art. 388 k.c.) — a w relacji z konsumentem pojawia się dodatkowo pytanie, czy zrzeczenie się ochrony nastąpiło na podstawie świadomej i swobodnej zgody (linia orzecznicza TSUE dotycząca dyrektywy 93/13). Sądy podchodzą jednak do takich prób rygorystycznie i samo powołanie się po fakcie na niezrozumienie mechanizmów rynkowych zwykle nie wystarcza. Wniosek praktyczny jest prosty: na to, co podpisujesz, trzeba patrzeć tak, jakby decyzja była ostateczna.
Przejście na WIBOR — zamiana jednego ryzyka na drugie
Przewalutowanie kredytu oznacza wejście w środowisko polskich stóp procentowych. Kredytobiorca zamienia ryzyko kursowe na ryzyko stopy procentowej, które dla domowego budżetu potrafi być równie dotkliwe. Wiele propozycji zakłada oprocentowanie według stawki WIBOR (lub WIRON) powiększonej o marżę banku, a stawki te historycznie bywały bardzo zmienne — decyzje Rady Polityki Pieniężnej potrafią szybko podnieść koszt obsługi długu.
Aby złagodzić ten problem, część banków oferuje okresowo stałą stopę, zwykle na pięć lat (zgodnie z Rekomendacją S KNF). Trzeba jednak uważnie sprawdzić jej wysokość: bywa ona ustalana powyżej bieżących prognoz rynkowych, co „blokuje” klienta w drogim kredycie, a po upływie okresu ochronnego rata może wyraźnie wzrosnąć. Dla porównania — przy stwierdzeniu nieważności problem oprocentowania w ogóle znika, bo rozliczenie następuje na podstawie nominalnych kwot wypłaconego i spłaconego kapitału, bez wskaźników i marż.
Podatek dochodowy — pułapka, która działa głównie przy ugodzie
To aspekt, o którym przedstawiciele banków wspominają niechętnie. Redukcja salda w ugodzie oznacza zwykle umorzenie części zobowiązania, a wartość umorzonego długu stanowi co do zasady przychód podlegający opodatkowaniu PIT.
Tu kluczowe rozróżnienie, które działa na korzyść procesu:
· Przy unieważnieniu w sądzie zwrot świadczeń nie jest „umorzeniem” — to rozliczenie nienależnych świadczeń, przy którym przychód po stronie kredytobiorcy w ogóle nie powstaje. Innymi słowy: wyrok jest co do zasady neutralny podatkowo.
· Przy ugodzie (umorzeniu) przychód powstaje. Ratuje sytuację rozporządzenie Ministra Finansów z 11 marca 2022 r. o zaniechaniu poboru podatku, którego stosowanie przedłużono — obejmuje ono dochody uzyskane do 31 grudnia 2026 r.
Ulga ma jednak granice. Przysługuje, gdy środki przeznaczono na własne cele mieszkaniowe, dotyczy jednej inwestycji i nie obejmuje części kredytu przeznaczonej na koszty okołokredytowe, w szczególności ubezpieczenia. Jeśli w kredytowanym lokalu prowadzono działalność gospodarczą, był on wynajmowany albo w grę wchodzi kolejna nieruchomość, organ podatkowy może zakwestionować prawo do ulgi. W najgorszym scenariuszu po „korzystnej” ugodzie pojawia się wezwanie z urzędu skarbowego, które potrafi zniweczyć całą oszczędność. Dlatego w sytuacjach budzących wątpliwość warto rozważyć wystąpienie o indywidualną interpretację podatkową przed podpisaniem dokumentów.
Wykreślenie hipoteki — uważaj, na co bank zalicza nadpłatę
Dla większości kredytobiorców ostatecznym celem jest uwolnienie nieruchomości z obciążenia i wykreślenie hipoteki z działu IV księgi wieczystej. Procedury ugodowe bywają jednak tak skonstruowane, by uzależnić to od spełnienia dodatkowych warunków. Bank wydaje oświadczenie o zgodzie na wykreślenie hipoteki (potocznie „list” lub „kwit mazalny”) dopiero po zrzeczeniu się roszczeń i rozliczeniu według nowego harmonogramu.
Szczególnie istotny jest przypadek wieloletnich kredytów, w których suma wpłat (rat, prowizji, składek) przewyższa już wypłacony kapitał. W procesie sąd nakazuje bankowi zwrot tej nadwyżki na rzecz kredytobiorcy. W niektórych ugodach pojawiają się natomiast postanowienia, zgodnie z którymi bank — zamiast wypłacić nadpłatę — zalicza ją na poczet rozliczenia lub uzależnia wydanie zgody na wykreślenie hipoteki od zrzeczenia się roszczenia o jej zwrot. Konsument odzyskuje wtedy czystą księgę wieczystą, ale traci prawo do odzyskania gotówki. To postanowienie trzeba w propozycji wyłapać i wycenić.
Kiedy ugoda mimo wszystko może mieć sens
Rzetelna analiza wymaga przyznania, że ugoda nie zawsze jest gorsza. Warto poważnie ją rozważyć między innymi, gdy:
· spłacono dopiero niewielką część kredytu — przy unieważnieniu trzeba szybko zwrócić bankowi cały wypłacony kapitał, co przy braku środków bywa realnym problemem płynnościowym;
· liczy się czas i pewność — proces frankowy trwa zwykle od kilkunastu miesięcy do kilku lat, a część osób woli zamknąć sprawę od razu, akceptując mniejszą, ale pewną korzyść;
· istnieje realne ryzyko procesowe — choć orzecznictwo jest dla kredytobiorców korzystne, nie każda umowa zostanie unieważniona (np. przy statusie przedsiębiorcy czy indywidualnie negocjowanych warunkach);
· bank oferuje warunki zbliżone do efektu procesu — zdarza się, że dobrze wynegocjowana ugoda daje wynik niewiele gorszy niż wyrok, bez ryzyka i kosztów sporu.
Sens ugody zależy więc od liczb w konkretnej sprawie, a nie od ogólnej zasady.
Dlaczego decyzję warto skonsultować z prawnikiem
Sposób zakończenia sporu o kredyt walutowy niesie poważne skutki finansowe, więc nie powinien zapadać pod presją czasu ani pod wpływem technik sprzedażowych. Standardową taktyką jest narzucanie krótkich terminów i sugerowanie, że oferta jest wyjątkowa i wkrótce się pogorszy — choć z upływem czasu pozycja negocjacyjna kredytobiorców raczej się umacnia.
Przed podpisaniem jakiegokolwiek wiążącego oświadczenia warto przekazać komplet dokumentów do analizy w kancelarii doświadczonej w sporach frankowych. Dobry pełnomocnik nie tylko objaśni zapisy ugody, ale przede wszystkim sporządzi chłodną, liczbową symulację, która zestawi kwoty z propozycji banku z realistycznym wynikiem możliwym do uzyskania w procesie — i wskaże, który wariant w Twojej konkretnej sytuacji jest korzystniejszy. Mając pełny obraz: wysokość roszczeń, skutki podatkowe, ryzyko stopy procentowej, kwestię hipoteki oraz ostateczność zrzeczenia się roszczeń, możesz podjąć racjonalną i bezpieczną dla majątku decyzję.
